FILOZOF-FILANTROP – 2 – Homeopatia

21 stycznia 2026 r. • Aktualności,Artykuły,Podstawy homeopatii

Homeopata: definicja

Nasuwa się zatem pytanie: kogo można nazwać homeopatą? Czy istnieje jakaś definicja, skoro każdy wydaje się praktykować homeopatię tak, jak mu się podoba, a nawet domagać się pełnej swobody terapeutycznej? Przed chwilą mówiliśmy o odsetku buntowników, teraz należy rozważyć odsetek geniuszy. Jeśli weźmiemy pod uwagę stulecie Hahnemanna, jakie nazwiska pozostają w pamięci? Garstka, takich jak Newton, Goethe, Mozart,Alembert, na około miliard mieszkańców planety w tamtych czasach. Wolę więc nie przeprowadzać obliczeń, ale pozostać pragmatycznym, skupiając się najpierw na tym, co geniusz ma nam do powiedzenia.

Ilu ludzi przed Newtonem widziało spadające jabłko, zanim jakiś geniusz doszedł do wniosku, że aby jabłko spadło, musi na nie działać jakaś siła?

Ilu lekarzy od czasów Hipokratesa zauważyło, że jedna choroba może wyleczyć inną, o ile ich objawy się pokrywają? Widzieliśmy tak wiele przypadków wyleczenia przewlekłego zapalenia jąder po przebytej śwince, która jest jej typowym powikłaniem. Przykłady są niezliczone, Hahnemann przytacza setki z nich, zaczerpniętych z obserwacji alopatycznych swoich czasów. Nawet dzisiaj „zaskakuje” nas fakt, że dana dolegliwość, znana z listy „niepożądanych” skutków leku alopatycznego, została jednak wyleczona właśnie tym samym lekiem…

Tylko Hahnemann zastanawiał się, czy nie kryje się w tym jakiegoś ogólnego prawa, które nazywamy zasadą podobieństwa, i postanowił zbadać to eksperymentalnie. Dopiero po 55 latach badań sformułował w §26:

26.— Tak więc doświadczenie dowodzi, że wszystkie leki bez wyjątku leczą choroby, których objawy przypominają ich [sztuczną chorobę], i że żadna z nich nie jest na nie odporna.[1]

Wynika to z naturalnego prawa homeopatii, prawa, które czasem przeczuwano, ale które do tej pory pozostawało nieznane, mimo że od zawsze stanowiło podstawę każdego prawdziwego wyleczenia, a mianowicie:

W organizmie żywym słabsza dynamiczna dolegliwość zostaje trwale wyeliminowana przez silniejszą, jeśli ta ostatnia (choć innego rodzaju) wykazuje jednak duże podobieństwo w swoich przejawach (a). [Zob. §45]

Czy można, jak twierdzi wielu praktyków, sprowadzić homeopatię wyłącznie do zasady podobieństwa? Odpowiedź brzmi oczywiście „nie”, zwłaszcza w takim ujęciu. Byłoby to równoznaczne z twierdzeniem, że kauczuk to to samo co sok z drzewa kauczukowego, podczas gdy między nimi jest ogromna różnica.

Jak zauważyli niektórzy pionierzy jeszcze przed Hahnemannem, na tym, kto wybiera drogę podobieństwa – choć jest to jedyna droga prowadząca do wyleczenia – czai się wiele pułapek. Największym problemem, z jakim spotykamy się na początku, jest nadmierna reakcja pacjenta, któremu podaje się lek mogący naśladować jego stan. Jak można się spodziewać, nieuchronnie następuje ogromne pogorszenie, które uniemożliwia osiągnięcie pozytywnego wyniku. Próbując obejść tę niedogodność, Założyciel odkrył dynamizację. Pisze on:

269.— System medycyny homeopatycznej opracowuje na swoje potrzeby zupełnie nowatorską metodę, której dotąd nigdy nie wypróbowano, a która wydobywa i uwalnia niematerialne właściwości lecznicze właściwe surowcom. Tylko w ten sposób substancje te zyskują właściwości lecznicze i niezmiernie głęboką skuteczność (a), nawet te, które w stanie surowym nie wykazują najmniejszych oznak działania leczniczego na organizm ludzki.

Ta niezwykła przemiana właściwości ciał natury uwalnia ukryte siły dynamiczne, dotychczas niezauważalne, jakby pozostawały one w stanie uśpienia (b), ale zdolne do oddziaływania na siłę życiową i wpływania na dobrostan zwierząt (c) [Zob. §11]. Proces ten nazywany jest dynamizacją, „potencjalizacją” (rozwijaniem mocy leczniczej), a jego produktami są dynamizacje (d) lub moce uzyskane w różnym stopniu.

Jeśli nie można sprowadzić homeopatii wyłącznie do zasady podobieństwa, nie można jej również sprowadzić wyłącznie do przepisywania substancji dynamizowanych. Tylko uważne studiowanie i przestrzeganie wszystkich aforyzmów zawartych w „Organonie” może ukształtować prawdziwego homeopatę.

Prawa absolutne i zasada względności

„Organon” nie funkcjonuje jako zamknięty system złożony ze sztywnych zasad, wręcz przeciwnie: każdy aforyzm stanowi początek nowego horyzontu wiedzy. Każda kolejna lektura wynosi nas nieco wyżej, ku odkrywaniu nowych szczytów. Przyznaję, że każdy fragment Organonu wywołuje u mnie dreszcze. Bez wątpienia wynika to częściowo z mojej nadmiernej wrażliwości, wyostrzonej przez trzydziestoletnie doświadczenie w słuchaniu pacjentów. A jednak nie chodzi tylko o to, a tym bardziej o moją idolatrię po tylu latach prób znalezienia błędów u Hahnemanna. Nie, te dreszcze wynikają z zachwytu, jaki odczuwamy, odkrywając rzeczywistość, która nas przerasta, w obliczu tego matematycznego piękna, które Einstein przypisuje obecności Boga.

Weźmy na przykład „Principia” Newtona. W swoim nieśmiertelnym dziele opublikowanym w 1687 roku uczony opisuje wszystkie równania, które do dziś są niezbędne do zrozumienia ruchu ciał niebieskich, umieszczenia satelity na orbicie czy lądowania sondy na powierzchni Tytana. Choć książka ta ma już ponad trzy wieki, nie straciła ani odrobiny na aktualności. Dlaczego? Ponieważ opisuje ona prawa, cierpliwie wywnioskowane z obserwacji, a naukowiec nie dopuszcza się w niej żadnych spekulacji ani interpretacji.

To, co Newton uczynił dla fizyki, Hahnemann dokonał dla medycyny. Dlatego też „Organon” również nie stracił na aktualności. To, co opisuje on na temat rozumienia zjawisk patologicznych oraz reakcji na każdą substancję czynną wprowadzoną do żywego organizmu, pozostanie wiecznie aktualne.

A jaka to przyjemność zagłębić się w tę lekturę, w której każde słowo jest starannie dobrane, a każda konstrukcja zdania tak logiczna i kompletna, że trudno byłoby zmienić choćby jeden znak interpunkcyjny z obawy, że zniekształci to głębię sensu i osłabi jego znaczenie – zupełnie jak w przypadku partytury Mozarta.

Należy pamiętać, żenie istnieje żadna pojedyncza teza o wartości absolutnej, a jedynie tezy względne, które nabierają sensu dopiero w kontekście całości. „Organon” pozwala stać się homeopatą jedynie wtedy, gdy stosuje się go w całości; można go ewentualnie uzupełniać, ale niczego z niego nie można pomijać.

Pacjent ujawnia podobną rzeczywistość: nie można go sprowadzić wyłącznie do chorego narządu, a jedynym sposobem podejścia do problemu jest uwzględnienie całości jego objawów, które pośrednio charakteryzują niewidzialne wnętrze organizmu. To właśnie ta całość definiuje dany przypadek; jest to pojęcie całości znaczącej.[2]

Właściwości leków nie mogą bynajmniej sprowadzać się do jednego objawu, tematu czy idei. To właśnie zespół objawów, które pojawiły się w badaniach eksperymentalnych i zostały potwierdzone klinicznie, daje nam wyobrażenie o ich szczególnym charakterze, o ich oddziaływaniu na organizm oraz o ich zdolności do wywoływania określonej sztucznej choroby. Podobnie choroby nie można definiować wyłącznie na podstawie konkretnego zespołu objawów, czyli zbioru oznak i symptomów.

Ta koncepcja względności wprowadzona przez Hahnemanna do medycyny przypomina brak absolutnego punktu odniesienia, który skłonił Poincarégo do sformułowania teorii względności – idei, którą następnie przywłaszczył sobie Einstein. Nawet istnienie liczb pierwszych, które dzielą się jedynie przez siebie same lub przez 1, wydaje się potwierdzać, że wszechświata nie da się sprowadzić do żadnego prostego prawa.

W ten sposób można wyciągnąć kilka pewnych wniosków, potwierdzonych 200-letnią historią czystej homeopatii,

  • Nie da się przekształcić pojęcia względnego w pojęcie absolutne. Nie da się również stworzyć teorii wszystkiego ani sprowadzić wszechświata do jednej „magicznej” formuły.
  • Wynika z tego, że skoro chory wyraża swoją chorobę poprzez całość objawów, to skupianie się wyłącznie na arbitralnym podzbiorze objawów (alopatia) lub sprowadzanie jej wyłącznie do jednego „kluczowego” objawu (odchylenia od homeopatii) jest jedynie wyobrażeniem.
  • W związku z tym jedyną realną metodą terapeutyczną jest taka, która łączy w sobie punkty 1 i 2. Nazywa się to homeopatią… Później omówimy (patrz: Terapia sekwencyjna) paradoks polegający na sprzeczności między absolutnym prawem uzdrowienia a jego stosowaniem w oparciu o zbiór zasad względnych.
  • Wszelkie odchylenia od homeopatii będą charakteryzowały się tym, że opierają się na fakcie o względnej wartości, który podnosi się do rangi absolutu. Koniec więc z „badaniami” i innymi spekulacjami na temat rzekomej „esencji” leku – ta nie istnieje tak samo, jak nie istnieje esencja homeopatii czy pacjenta… Koniec z medycyną konwencjonalną, ale także ze wszystkimi twórcami systemów, którzy chwytają się maleńkiego fragmentu homeopatii, którego nigdy nie studiowali, aby wywyższyć ten fragment do rangi systemu i stworzyć szkołę.

Jedynie podejście filozoficzne może uchronić nas przed takimi błędami, których ofiarami padają zarówno najwybitniejsi naukowcy, jak i skromni praktycy. Chodzi o to, by poszerzyć naszą świadomość i zapobiec popadaniu w tego rodzaju dogmatyzm. Jest to nieustanne ćwiczenie, które musimy podejmować wbrew naszej własnej naturze, skłaniającej nas do trzymania się tego, co już znane, tego, co już się sprawdziło.

Filozof-filantrop***

Jednak w medycynie nie wystarczy tylko filozofować. Próba właściwego myślenia i wykrywanie przejawów fanatyzmu to jedno, ale trzeba też działać, by nieść pomoc chorym. Oto, co Mistrz mówi w §285:

Homeopata jest przede wszystkim filantropem; nie postępuje tak jak wielu innych kolegów ze szkoły oficjalnej, którzy przepisują leki, o których pozytywnym działaniu na zdrowego człowieka nie mają pojęcia, a o których słyszeli jedynie, że „pomogły w tej czy innej chorobie ” [jak publikacje i inne rzekomo naukowe badania pochodzące z dużych laboratoriów, badania na zwierzętach itp.]

Prawdziwy homeopata jest zatem miłośnikiem ludzkości; stawia dobro ludzkości na pierwszym miejscu wśród swoich priorytetów. Takie nastawienie przejawia się konkretnie w tym, że filantrop dokłada wszelkich starań, by poprawić los ludzkości. I właśnie tego wymaga Hahnemann już w pierwszym akapicie „Organonu”:

1 — Najwyższym, a wręcz jedynym powołaniem lekarza jest przywrócenie zdrowia chorym (a); nazywa się to leczeniem.

(a) Jego zadaniem nie jest tworzenie rzekomych systemów poprzez łączenie pustych idei i hipotez dotyczących istoty procesu życia oraz pochodzenia chorób w niewidzialnym wnętrzu organizmu (ambicja, która sprawia, że tak wielu lekarzy marnuje swoje siły i czas).

Jego zadaniem nie jest też poszukiwanie, poprzez niezliczone próby, wyjaśnienia zjawisk patologicznych i bezpośrednich przyczyn chorób itp., które zawsze pozostawały dla niego tajemnicą.

Jego celem nie jest też posługiwanie się niezrozumiałymi słowami i mieszaniną niejasnych, pompatycznych zwrotów, które mają sprawiać wrażenie erudycyjnych, by zadziwić niewtajemniczonych, podczas gdy chorzy na próżno wołają o pomoc!

Mamy już dość tych naukowych rozważań, które nazywa się medycyną teoretyczną i dla których utworzono nawet specjalne katedry; najwyższy czas, aby ci, którzy nazywają się lekarzami, przestali oszukiwać biednych ludzi swoim bełkotem i wreszcie zaczęli działać, to znaczy naprawdę nieść pomoc i leczyć.

Wspaniała konstrukcja oparta na tezie i antytezie, jak to często bywa w „Organonie”. Hahnemann przypomina nam o naszym obowiązku, jakim jest leczenie, a następnie wyjaśnia najczęstsze błędy popełniane przez lekarzy:

  • Tworzenie rzekomych systemów. Traktując zwłoki jako wzór zdrowia od czasów Vesaliusa, medycyna konwencjonalna sama w sobie stała się jedynie ogromnym, arbitralnym systemem, który rozkłada się niczym kalejdoskop na różne aparaty, z których każdy jest traktowany zgodnie z teoriami fizjopatologicznymi. W homeopatii systemy te mnożą się jak pasożyty do tego stopnia, że wkrótce nie da się już odróżnić prawdziwej homeopatii. Jak widzieliśmy, systemy te podnoszą względną prawdę do rangi absolutnej. Olśniewające i atrakcyjne na początku, jak każda moda, nigdy nie przetrwają swojego twórcy…
  • Niekończące się wyjaśnienia. Często zdarza się, że odstępstwa od normy uzasadnia się odwołaniem do oficjalnej nauki; jest to swego rodzaju medyczny odpowiednik ufologicznych fantazji. Autorzy zyskują nieco wiarygodności, wykorzystując jako punkt wyjścia nowe odkrycie naukowe (najlepiej modne, czyli cieszące się pewnym zainteresowaniem opinii publicznej), by następnie zniekształcić je na potrzeby własnej fantazji. Często spotyka się tu zdania typu „dziś wiemy, że”, co pozwala wykorzystać każde nowe odkrycie nauk ścisłych do rzekomego zastosowania w medycynie. Obok tych szarlatańskich praktyk można tu zaliczyć medycynę klasyczną, która uparcie opiera swoje terapie na teoriach, niezmiennie ponosząc porażkę. Wystarczyłoby jednak obserwować naturę, aby spróbować wywnioskować z niej prawa rządzące zjawiskami, tak jak w każdej innej nauce. Hahnemann krytykuje tu podejście redukcjonistyczne, które nigdy nie przyniesie korzyści w biologii.
  • Niejasne i pompatyczne sformułowania. Aby osiągnąć punkt 2, często trzeba po prostu zaimponować modnymi terminami. Rzućmy z uśmiechem okiem na „terapię kwantową”, „metodę odczuć” itp. Wśród setek perełek: „Działanie energetyczne stosowane w terapii kwantowej jest zbliżone do naturalnego promieniowania elektromagnetycznego i ma na celu spójny wpływ na funkcje komórek, tkanek i narządów całego organizmu”.

Homeopata to zatem osoba, która myśli właściwie i działa, by nieść pomoc. Jest z konieczności filozofem-filantropem – myśli i działa.

Trzeba przyznać, że niewielu lekarzy spełnia ten ideał. Gdyby tak było, naszą jedyną dumą byłoby leczenie chorych, a nie potrzeba wyróżnienia się poprzez przepisanie niezwykle rzadkiego leku. Uczestnicząc w wielu kongresach, żałuje się, że większość tych lekarzy nie przeczytała „Précieuses ridicules”!

Z wielkim rozgłosem kładzie się nacisk na szkolenie w zakresie wszystkich tych nowych „podejść”, co sprowadza nas z powrotem do poziomu alopatii podążającej za modą. Z każdym nowym pokoleniem homeopatów poziom ten nieco się obniża. Lekarze, którzy nigdy nie zapoznali się z „Organonem”, praktykują i propagują coraz bardziej wypaczoną, uproszczoną i odległą od oryginału karykaturę homeopatii. Ponieważ wyniki nie są zadowalające, niewiele osób ma odwagę przyznać się do swojej intelektualnej porażki i powrócić do źródeł geniuszu. W ten sposób powstają nowe mody, nowe teorie, a poziom nadal spada, zbliżając się obecnie do granicy szarlatanerii.[3] W końcu relatywizuje się „homeopatię”, sprowadzając ją do jednej z setek technik przepisywania leków. Jest to przerażająca spirala obniżania poziomu, która pozwala łatwo przewidzieć upadek tak zwanych szkół homeopatii, które myślą już tylko o byciu na modzie, aby przyciągnąć klientów.

Wciąż mam nadzieję, że są wśród nas ludzie dobrej woli i rozsądni, którzy odwrócą ten trend, zanim doprowadzi on do katastrofy.

[1] To znaczy, gdy porównanie działania leku z objawami choroby wykazuje wysoką zgodność homeopatyczną, ustaloną zgodnie z kryteriami zawartymi w § 153, a przypadek spełnia warunki określone w § 279.

[2] Nie mogę tutaj szczegółowo omówić pojęcia Gestalt, czyli rozpoznawania całościowej formy. Tak więc, aby rozpoznać drzewo, nie ogląda się kory pod mikroskopem ani nie liczy i nie bada się każdego liścia i każdej gałęzi.

[3] Doszło już do tego, że na podstawie wskazówek astrologów przepisuje się leki, które nigdy nie były testowane!